Obrona konieczna – kiedy i jak możesz się bronić?

Od razu zacznę od tego, że rzekome poszerzenie granic obrony koniecznej, które weszło w życie kilka tygodni temu nie jest żadnym poszerzeniem, a jedynie zagrywką polityczną, więc nie będę się tym zajmował, bo artykuł byłby zbyt długi. Nie znaczy to wcale, że granice obrony koniecznej są „wąskie” i że w obliczu ataku nic nam nie wolno, a taki waśnie pogląd jest dosyć powszechny.

Obrona konieczna (2)

Co więc wolno?

„Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.”
Gdy ktoś nas atakuje, można się bronić – pod warunkiem, że ten ktoś tu i teraz popełnia przestępstwo. Nie oznacza to, że broniący się musi oczekiwać na zamach sprawcy, aby podjąć obronę – wystarczy, że z okoliczności sytuacji jednoznacznie wynika, iż napastnik przystępuje do ataku na jakieś dobro (np. życie, zdrowie, mienie). Dobro własne lub cudze – można więc śmiało wystąpić w obronie swojej dziewczyny, a nawet trzeba:)

Prawo daje nam możliwość obrony w taki sposób i takimi środkami, jakie są w danej sytuacji niezbędne, abyśmy skutecznie odparli atak. Oczywiście najciekawsze zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przesadzimy.

Kiedy można się bronić?

Wartość dobra, które bronimy, powinna mieć wpływ na środki, których używamy do ochrony. Rzecz jasna, im bardziej wartościowe jest dobro, którego bronimy, tym możemy (a nawet powinniśmy) użyć ostrzejszych środków, nie wykluczając poważnego uszkodzenia napastnika, a nawet zabicia. Jest jednak pewien warunek – nie może wystąpić RAŻĄCA dysproporcja. Byłoby jednak niesprawiedliwe, gdyby ktoś zabił osobę, która chce ukraść portfel.

Mamy prawo się bronić także wtedy, gdy równie dobrze moglibyśmy wezwać policję lub zwyczajnie uciec.

Mimo to, Kodeks karny przewiduje wyrozumiałość dla osoby broniącej się, która przesadziła z reakcją. Otóż w sytuacji, w której ta przesada jest spowodowana strachem lub wzburzeniem wynikającymi z okoliczności ataku, to taka osoba NIE PODLEGA ŻADNEJ KARZE.

Co więcej, nawet gdy przesadzimy z reakcją, a nie będzie to usprawiedliwione tymi powyższymi emocjami, sąd może wobec nas zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet W OGÓLE nie wymierzać żadnej kary!

Uogólniając, można chyba powiedzieć, że nasza obrona będzie oceniana pod kątem tego, czy chcieliśmy odeprzeć atak, czy zwyczajnie chcieliśmy się zemścić.

Jak to jest w praktyce?

Przepisy dają więc dużą wyrozumiałość wobec osoby, która się broni i to ona jest bardziej chroniona. Skąd więc ten powszechny pogląd, że osoba działająca w obronie koniecznej i tak zostanie ukarana? Według mnie wynika to często z charakteru samej sytuacji – argument działania „w obronie własnej” często pojawia się np. jako usprawiedliwienie udziału w bójce: „wysoki sądzie, biłem się, bo się broniłem”. Bójki same w sobie są bardzo trudne do odtworzenia, a często w trakcie procesu okazuje się, że jedni drugich chwilę wcześniej prowokowali, mieli od dawna ze sobą na pieńku, część zdarzenia nie pamiętają itp. Trudno więc od sądu oczekiwać, że bezrefleksyjnie da wiarę osobie, która mówi, że to było „w obronie własnej”.

Oczywiście są też sytuacje, kiedy to działanie w obronie koniecznej jest dosyć oczywiste, ale dopiero po kilku długich latach procesu sąd to prawomocnie potwierdza. Przez ten cały czas ofiara napastnika występuje w charakterze oskarżonego, co w pewien sposób ją już piętnuje. Wydaje się, że ten, jak i wiele innych problemów dałoby się rozwiązać, gdyby wreszcie politycy znaleźli sposób na przewlekłość w sądach. Szybkie oczyszczenie z zarzutów niewinnej osoby pozwoliłoby uniknąć wielu stresów, dramatów i dolegliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *